
Polacy, którzy zamieszkiwali w okresie II Rzeczypospolitej województwo białostockie, a w szczególności powiat grodzieński, po wojnie zostali przesiedleni na tereny obecnego Podlasia. Zabrali ze sobą kulturę, ale również wspaniałe potrawy. Do dziś są one prezentowane na festiwalach smaku i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Kuchnia Kresów Wschodnich tamtych terenów, obfitowała w potrawy ziemniaczane, mączne i z kasz. Były proste, tanie i co ważne, sycące. Przygotowywano przeróżne kluski, kartacze, placki czy kotlety. Podawano je okraszone skwarkami, a w okresie postu, cebulką, olejami czy sosem grzybowym. Potrawy mięsne były tylko w dworach magnackich i u bogatych gospodarzy. Biedniejsi mieszkańcy żywili się tym, co dało im pole, łąka czy las.
W Grodnie i okolicach, mieszkańcy przygotowywali niewielkie ziemniaczane kluseczki. Robione były z ziemniaków gotowanych, tartych surowych i mąki. Przypominały trochę małe pyzy, ale stosunek ziemniaków gotowanych do surowych był inny. Wynosi on 1:1. Dodatek mąki powoduje, że nie rozpadają się podczas gotowania. Natomiast dodatek gotowanych ziemniaków powoduje, że kluski są delikatne i miękkie. Okraszano je skwarkami, a w okresie postu cebulką lub makiem wymieszanym z miodem. Najczęściej kluski po wyjęciu z wody odstawiano, by wystygły, a następnie wrzucano je na patelnie z podsmażoną cebulką. Podawano z kiszonym ogórkiem lub kiszoną kapustą. Obowiązkowo popijano kubkiem zimnego mleka.

SKŁADNIKI:
– 1 kg mączystych ziemniaków
– 50 g mąki pszennej
WYKONANIE:
– ziemniaki obrać. Połowę, ugotować w osolonej wodzie do miękkości, odcedzić i przecisnąć przez praskę. Drugą część zetrzeć na tarce o drobnych oczkach i odcisnąć nadmiar płynu przez ściereczkę. Płyn odstawić na 20 minut, wylać, a krochmal, który pozostał na dnie dodać do masy ziemniaczanej
– połączyć ziemniaki gotowane z surowymi, krochmalem i mąką pszenną. Dokładnie wyrobić ciasto
– utoczyć wałeczek i odcinać niewielkie kawałki. Toczyć kuleczki wielkości większego orzecha laskowego
– wkładać do osolonego wrzątki, zmniejszyć ogień i gotować około 3 minuty od wypłynięcia
– delikatnie wyjmować łyżką cedzakową. Podawać ze zrumienioną cebulką, kiszonym ogórkiem, kiszoną kapustą lub sosem grzybowym. Można wyjąć z wody, odstawić by wystygły, a następnie wrzucić na patelnię z podsmażoną cebulką i wymieszać delikatnie. Do cebulki można dodać trochę wędzonej papryki, by nadać jej dymnego smaku





Moja babcia, która urodziła się w 1904 roku opowiadała, że mleko trzymano w bańkach lub szklanych butelkach w zimnej wodzie w studni lub wodach rzeki. Również ziemianki i piwnicę miały niską temperaturę, co pozwalało na trzymanie żywności w chłodzie.
Kuleczki bardzo ciekawe, kuszące i koniecznie do wypróbowania. Kochom pyry, więc trzy ich postacie w jednym będą idealne.
Tylko zastanawia mnie ten kubek mlika na końcu. Zimnego? Czy to raczej nie było zsiadłe? Przed wojną nikt nie miał lodówki, i długo po wojnie też nie, zwłaszcza na wsiach, gdzie nie dotarła elektryka aż do lat 1950ych. Przed wojną mleko było też bardzo sezonowe tak samo jajka, w zimie krowy nie karmiły cieląt, zresztą nie miały nawet z czego, bo zero paszy zielonej, tylko mróz i mrok. Dopiero na wiosnę i latem krowy najadały się świeżego zielska, rodziły i karmiły młode, a kury składały jajka (stąd wielkanocne rytualne pisanki). Latem przez brak chłodni mleko skradzione krowom natychmiast szło na masło i twaróg łatwiejszy do przechowania, bo inaczej kisło właśnie. Chłopi sprzedawali masło, ser i śmietankę jaśnie państwu, a sami pili maślankę i zsiadłe resztki (fuuu). Myślę że w oryginale było pewnie zsiadłe (spożywane też w innych regionach razem z pyrami właśnie, kiedy było w sezonie…).
Dlatego też od antyku, przez średniowiecze, renesans i bardzo długo potem popularne było mleko i masło migdałowe lub orzechowe zamiast krowiego, bo można było orzechy przechowywać pół roku i sobie doić na bieżąco 🙂
Dopiero industrializacja powojenna doprowadziła do koszmarnego nabiału dostępnego o każdej porze dnia i nocy cały rok.
Jako weganke dam spokój biednym krowinom i te kuleczki popiję migdałowym albo ryżowym, albo w ogóle walnę sosem jakimś wegańskim typu tzatziki… koperek, czoch, szczypior, te sprawy 🙂
Moja Babcia tak robiła pyzy. Kocham ten smak. 🙂 A pani Ania zapewne nie odcisnęła urowych ziemniaków. Wyciska się przez lnianą ściereczkę tak żeby masa była sucha.
50 g to około 5 łyżek, a pomysł ze słonecznikiem idealny 🙂
Połamane grubo ziarna słonecznika, gdy dodać je do smażonej cebulki, dobrze imitują chrupiące skwarki.
BTW: ile to jest 50 g mąki?!
Nie polecam. Masa ziemniaczana staje się rzadsza i wymaga dosypywania mąki, co powoduje, że kluski będą twarde
A czy po zagnieceniu ciasta może.ono np doczekać cała noc żeby kolejnego dnia wrzucić do wody?
Jakim cudem może być płynna, jeśli ziemniaki ugotowane i starte po odciśnięciu wody są suche jak wiór? Co do smaku surowej mąki, to nie dziwne, skoro dodano jej więcej niż w przepisie. Codziennie dostaje od czytelników zdjęcia klusek na insta (chociażby dziś) i wszyscy zachwyceni i nikt nie pisał, że się nie udały, więc przepis to nie katastrofa
Ten przepis to niestety katastrofa 🙁
Po dokładnym wykonaniu przepisu i dodaniu 50 g mąki masa jest prawie płynna, trzeba było dodać dużo więcej żeby dało się je utoczyć. A po ugotowaniu w klusce czuć fragmenty surowych tartych ziemniaków.
Tak
W czy można je nafaszerować? 🙂
Bardzo apetycznie wyglądają, do wyprobowania oczywiście …