WEGANIN W PODRÓŻY – BARCELONA
weganon 20 października 2016

img_0043

Kto nie był w Barcelonie niech żałuje. Tak rozpoczynam ten post. To raj dla wegan i wegetarian. W każdym sezonie ogrom niezwykle smacznych owoców, warzyw, przypraw czy grzybów. Lady targowisk uginają się pod ich ciężarem.

Miejsc do zjedzenia przybywa z roku na rok. Jedne zachwycają a inne stanowią kolejne miejsce z fastfoodową kuchnią. Przedstawię Wam swój mały (wybrałem te miejsca, które mnie zachwyciły) przewodnik. Przy okazji dziękując czytelniczkom bloga, które mieszkają w tym mieście za pomoc we wskazaniu wspaniałych miejsc.

LA BOQUERIA MERCAT

img_0100

To miejsce obowiązkowe na mapie Barcelony. Pełne turystów, którzy chcą choćby popatrzeć lub zrobić zdjęcie. Stragany pełne owoców, warzyw, przypraw, oliw, wszelkich słodyczy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wybór tak wielki, że trudno na początku się odnaleźć.

0101010010101010

Spotkacie tu cuda, które u nas nie występują. Gdy zmęczy już Was spacer można na chwile przystanąć i delektować się smakami. W kubeczkach lub tackach są pokrojone różne owoce. Z widelczykiem lub łyżeczką. Idealna opcja na wypróbowanie przed kupieniem. Każdego dnia wcinałem coś nowego.

2222323232323

W przypadku suszonych owoców jest również możliwość spróbowania przed kupieniem. Dobre podejście do klienta, który nie kupuje kota w worku. Trzeba tylko uważać by w euforii nie wydać majątku :)

000011111100000

Na miejscu można się również posilić. Niestety znalazłem tylko jedno miejsce, ale smaczne. „Vegano Falafel”. W różnych kombinacjach i z dodatkami. Warto zakupić sobie zestaw w picie i dalej zanurzyć się w zakupowym szaleństwie :)

TERESA CARLES

14650624_1101818943187331_5703974403115020058_n

To miejsce z historią. Założone w 1979 przez Panią Teresę stanowi esencję kuchni wegańskiej i wegetariańskiej Barcelony. Obowiązkowe przy każdym pobycie. Bardzo klimatyczne i co ważne niezwykle smaczne dania.

Panuje tu tygodniowa sezonowość. Dania zmieniają się, co 7 dni. To właśnie czyni w tego miejsca perełkę. Nie mamy oklepanych buł z burgerami i innymi gotowcami w kilka chwil. Tu będziemy delektować się klasykami kuchni hiszpańskiej w wersji roślinnej.

14184347_1071711736198052_727028426390175453_n

Po przekroczeniu progu w oczy wpada lada wypełniona świeżymi owocami i warzywami. Po drugiej stronie olbrzymia lodówka z przeróżnymi sokami. Właścicielka stworzyła własną markę TERESA’S JUICERY. Ogrom przeróżnych i często egzotycznych połączeń. Spróbowałem mixu szpinaku, cytrusów i imbiru. Smak obłędny. Koniecznie zakupcie kilka butelek tych różności.

14441033_1087015771334315_7118936984005523071_n

Miejsce jest niezwykle stylowe i klimatyczne. Stare ceglane ściany i wyważony wystrój. Nieprzepełniony bazarem. Ile razy byłem to zawsze ogrom ludzi. Nie dziwię się. Dobre jedzenia, miła obsługa i miejsce przyciągają.

14718733_1106601899375702_4109604569684817358_n

Na drugie danie zamówiłem coś, czego w życiu nie jadłem a nazwa niewiele mi mówiła. Później okazało się, że jest to jedna z popularniejszych potraw w Barcelonie poza paellą. Fideuá a la marinera. Drobno pokrojone nitki makaronu z dodatkami. Ta wersja była z algami morskimi, grzybami, ziołami, czosnkiem, olejem i wegańskim aioli. Ślad lekkiego poparzenia na mojej ręce dowodzi tylko jednego. Tak byłem pochłonięty jedzeniem, że nie poczułem jak gorące naczynie spalało mi skórę :) To będzie jedno z pierwszych dań, które odtworzę w swojej kuchni.

img_0091

img_0093

Choćby się paliło i waliło to koniecznie musicie odwiedzić to miejsce. Reasumując brakuje mi czegoś takiego w Warszawie. Pięknego stylowego miejsca gdzie można by zjeść regionalnych potraw a niewymyślonych upiorów ze składników rodem z drugiego końca świata.

LA BESNETA

img_0080

Każdy, kto zna mnie, choć trochę (osobiście i poprzez bloga) wie, że słodycze to ja uwielbiam. W każdej postaci i w każdych ilościach. Musze trochę przystopować, bo powoli obalam mit anorektycznego weganina :)

Za namową jednej z czytelniczek odwiedziłem wegańską cukiernie na Gracii. Wąska uliczka z szyldem szybko mnie przyciągnęła. Na wystawie prężyły się już roślinne słodkości. Z premedytacją zostawiłem część pieniędzy w hotelu by nie przesadzić z wydatkami.

img_0082

Pierwsze, co rzuca się w oczy to przeróżne muffiny z kremami. Kolorowe i w różnych smakach. Wybrałem 2 rodzaje. Czerwone i czarne. Nie jestem fanem tych wypieków (na blogu nie ma do tej pory żadnego i czas to zmienić). Kolejna pozycja to desery w słoikach. Pięknie wyglądające o smaku nie wspomnę. Wybrałem deser o smaku marchwiowo-cytrusowym z idealnie gładkim kremem. To miał być koniec, ale wróciłem po tiramisu. I dobrze zrobiłem. Eksplozja smaku i tekstury. Na koniec wybrałem bezglutenowe ciastko. Przemiła właścicielka cukierni wyjaśniła mi, że jest to wegańska wersja tradycyjnego argentyńskiego wypieku. Nie wiem, jaki był skład, ale krem był chyba orzechowy. Delikatne bezglutenowe ciacho rozpływało się w ustach.

img_0090

Z torebką pełną słodkości udałem się nad morze by tam spałaszować swoje słodkie zdobycze. Kolejnym razem wezmę więcej pieniędzy by zakupić tartę cytrynową, ciasto „Czarny Las” i inne cuda. To kolejne obowiązkowe miejsce na mapie wegańskiej Barcelony.

13091946_1593945870919036_5915861428174646671_n

INNE MIEJSCA

Na dobrą sprawę powinienem jeszcze opisać kilka innych miejsc, do których zawiałem, ale daruję sobie. Nie zachwyciły mnie smakiem, co zdarza się niezwykle rzadko. Omijałem szerokim łukiem fast foody. Nie po to jadę do innego kraju by pochłaniać oklepane burgery i inne cuda. Nie zachwyca mnie takie jedzenie. Wspomnę tylko, że GOPAL i VEGETALIA nie skradły mojego serca. Kolejnym razem poszukam innych miejsc gdzie będzie można zjeść klasycznych hiszpańskich dań a nie burgerów, hummusów i innych dań, które są w każdym mieście na całym globie i smakują niemal identycznie.

img_0071

img_0059

img_0058

img_0052

img_0051

1 Komentarze

  1. Poszlam tropem powyzszego postu…prosto do Teresy ;)) Z uwagi na godzine o ktorej przyjechalismy dzis do Barcelony, bylo to pierwsze odwiedzone miejsce w tym pieknym miescie :) Mysle ze wrocimy tam na kolacje ! Dziekuje za inspirujaca informacje :) pozdrawiam, Malg
    PS w Paryzu polecam 42 degrés (wegansko i surowo)

Twój komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany